czwartek, 21 stycznia 2016

Epilog.

*Pół roku później*
Tom:
Każdy z nas ma jakieś lęki, każdy się czegoś boi. Nie ma wyjątków. Możesz myśleć, że już nic nigdy nie przerazi cię tak, że serce przyśpieszy swoje bicie aby następnie zamrzeć na ułamek bolesnej sekundy. Jest osoba, która sprawia, że boimy się odezwać aby nie powiedzieć czegoś co być może ją zrani. Nie chcemy wykonać najmniejszego nawet ruchu w obawie, że to my przyczynimy się do jej rozłamu. Boimy się bo w tej chwili jest ona całym naszym światem i jeśli ona umrze, jakaś cząstka nas umrze razem z nią. Nasz mózg podsuwa nam sugestie "co by było gdyby". Co by było gdyby ta osoba nigdy nie pojawiła się w MOIM życiu?
Zapewne co tydzień byłbym na imprezach, pijąc i wyrywając do łóżka osoby, których imion nie znam.
Co by było gdyby tej osoby NAGLE zabrakło?
Przez nią w moim życiu pojawiły się dwie inne osóbki, w których musiałbym podtrzymywać nikłe wspomnienia o niej, dawać im pamiątki aby wiedziały, że ona była. I, że będzie z nimi ilekroć wspomną jej imię i przywołają w pamięci historię, którą opowiadałem im o niej.
Co by było gdyby...nie było jej teraz obok mnie?
Odwróciłem się na bok i pogłaskałem jej odkryte ramię a następnie nakryłem kołdrą. Tak słodko spała. Powoli wstałem, nie chcąc jej budzić. Oparłem się o ścianę naprzeciwko łóżeczka moich już ponad rocznych kochanych pociech. Wszystko co kocham, na wyciągnięcie ręki. Los się w końcu do mnie uśmiechnął.

No moją twarz wpłynął delikatny uśmiech kiedy Julia drgnęła przez sen. Podszedłem do łóżka w momencie kiedy gwałtownie na nim usiadła szybko przyciągając mnie do siebie i wtulając w moje ramiona. Cicho łkała a ja gładziłem jej plecy.

-Zły sen?- zapytałem szeptem odsuwając ją na odległość ręki, następnie unosząc jej podbródek tak aby móc patrzeć w jej piękne, teraz zapłakane oczy.
Odetchnęła cicho.
-Śniło mi się, że.. ona wróciła. Próbowała zabrać moje maleństwa. I... ciebie. Ja nie byłam sobą. Chciałam się zemścić. Tom... Co będzie jak ona wróci?
Mięsień na mojej szczęce drgnął. Na szczęście nie zauważyła tego, ponownie wtulając się w moją nagą klatkę piersiową.
-Ona już nie wróci... Przysięgam.
-Skąd możesz to wiedzieć?
-Po prostu wiem...
Przytuliłem ją i kołysałem dopóki nie usłyszałem jej rytmicznego oddechu.


Ubrałem spodnie od dresu, luźną szarą bluzę i wyszedłem z domu. Wsiadłem w samochód. Do pobliskiego cmentarza miałem pół godziny drogi. Teraz pewnie jesteście ciekawi co wydarzyło się w ciągu tych długich 6 miesięcy i czemu wybieram się na cmentarz. Otóż pozwólcie, że wam to wyjaśnię ale może po kolei. To wszystko co śni się Julce, to niestety prawda. W wyniku nagłego ataku, w którym nie dała rady się obronić wpadła w amnezję. Jej mózg wyparł wszystkie informacje na temat tego co się działo. Czasami wraca to do niej w snach ale no właśnie, to tylko sny, nieprawdaż? Przejdźmy w takim razie dalej. Co z Amandą?
W magazynie, w którym przetrzymywała moją żonę wybuchł pożar w wyniku czego spaliła się żywcem. Julkę uratował Georg rzucając się w sam środek ognia. On sam rzez tydzień leżał później w niestabilnym stanie w szpitalu.
Chciałbym, żeby to nie była prawda. Trauma i troska o nią zostanie mi już do końca życia a ja nie będę mógł jej wytłumaczyć dlaczego. Ale teraz jestem spokojniejszy. Amandy już nie ma. Już nikt nie skrzywdzi mojego anioła.

Położyłem na zwykłym szarym grobie kwiat bazylii.
 
Już nigdy nie staniesz mi na drodze. A Julia... nigdy się nie dowie...

***************************************************
OFICJALNIE TO BY BYŁO NA TYLE! Chciałabym wam podziękować za przeczytanie tego i serdecznie przeprosić za odwalenie takiej chały jaka była wcześniej. To był okres czasu kiedy pisałam aby tylko coś napisać i żałuję tego jak spieprzyłam tą historię. Chciałabym się z wami czymś podzielić. A więc epilog pojawił się tu tylko dlatego, że nie chciałam mieć tej historii na sumieniu. Popadłam ostatnio w bezsenność i dużo myślałam. Nigdy nie wiedziałam jak chcę to zakończyć. Myślę, że tak jest dobrze. Miało być więcej rozdziałów ale ciągniecie tego na siłę nie ma sensu a ja nie nadaję się do pisania czegoś takiego. Oznajmiam również, że MOŻE wrócę na "I'm not afraid to die" i nadal jestem aktywna na "Nieumarli - bo miłość rządzi się własnymi prawami". Jeśli ktoś dotrwał aż tu to zasługuje na brawa! Więc możecie sobie teraz zaklaskać :D żegnam was w tej historii i pamiętajcie o czerwonej nici. Jeśli macie kogoś spotkać to tak się stanie. Ta nić może być splątana, poszarpana ale będzie.

niedziela, 17 sierpnia 2014

13. Zemsta?

Miałam wkrótce kończyć to opowiadanie ale myślałam o tym aby przekształcić je w książkę, razem z 1 częścią tylko bez przekleństw, bardziej rozwinięta akcja i wgl lepiej. Skończę je tu ale nwm jak będzie dalej ;) Jezu, mam jazdę na niemieckie piosenki. Jeśli chcecie czegoś posłuchać czytając to macie to na co mam ostatnio jazdę :
<klik>
<klik>
<klik>
*************************************************************************
Julka:
Chodziłam w koło krzesła stojącego na środku dużego pomieszczenia. Osoba przywiązana liną do krzesła już zrozumiała, że nie warto się kręcić i próbować krzyczeć. To jeszcze bardziej pogarszało sytuację. 
Ciemne włosy opadały mu na oczy. Co chwilę odrzucał głowę w tył próbując choć na chwilę zobaczyć cokolwiek. 
-Wiesz dlaczego tu jesteś. Nie lubię kiedy ktoś... Torturuje mnie i wykorzystuje fizycznie. To jest ból nie do zniesiania. Blizny zostaną na zawsze w moim sercu. Myślisz, że to się da zapomnieć?- przystanęłam obrócona do Diego plecami, ze spuszczoną głową. Łzy napłynęły mi do oczu, piekły pod zamkniętymi powiekami. Usta drżały tak samo jak dłonie, co na pewno zobaczył. - Nie. Tego się nie da zapomnieć. Modliłam się czasami, żeby mnie zabił głód albo, żebym się wyziębiła na śmierć  od siedzenia w rozszarpanej koszuli na podłodze tej śmierdzącej szopy. Nie będę ci robić tego samego. Nie jestem taka zła. Ale teraz jestem wściekła więc powiesz mi to co wiesz albo skończysz swoje podłe życie jedzony przez tutejsze szczury. 
Obróciłam się i uklękłam przy nim. Przejechałam palcami po zarysie jego szczęki aż do brody, którą uniosłam delikatnie aby spojrzał mi w oczy. W jego     oczach kryło się przerażenie, nieopisany wprost strach. Uśmiechnęłam się ukazując delikatnie zęby. Teraz widziałam to samo co kiedyś on widywał codziennie. Moje oczy pewnie wtedy wyrażały tyle samo przerażenia, nienawiści, odrazy i pokonania co jego w tym momencie. 
Był na tyle głupi, żeby szukać mnie samemu po okolicznych wsiach, miastach. Znalazłam go zanim on odnalazł mnie. 
-Mam nadzieję, że będziesz współpracować. Pytanie numer jeden brzmi: czego ode mnie chce Amanda?
Szybkim ruchem oderwałam taśmę izolacyjną z jego ust. 
Wrzasnął, splunął i odpowiedział cicho:
-Wiem tylko tyle, że byłaś z Kaulitzem, tym w którym Amanda była zakochana a potem rzuciłaś go dla tego drugiego co ją rozwścieczyło, bo go skrzywdziłaś a on nie mógł cierpieć. Mógł być z nią ale wybrał ciebie. 
-A co z Zoey? Obecną dziewczyną Billa. Co ona zamierza z nią zrobić?
- Unieszkodliwić. 
-Co oznacza unieszkodliwić?- syknęłam.
-Poważnie uszkodzić a może nawet zabić albo zakopać żywcem, czyli to samo co chciała zrobić z tobą. 
Jego słowa uderzyły we mnie jak piorun. Cofnęłam się o krok od krzesła. Czułam się jakby mnie spoliczkował słowami. Ślina stanęła mi w gardle, z trudem ją przełknęłam. Smakowała jak trucizna, ciążyła w przełyku. 
Ona chciała... Zakopać mnie żywcem. 
-Chciała zabić nas wszystkich? Toma, dzieci, mnie, Zoey, żeby na pewno nic nie stało jej na przeszkodzie do Billa?!
-Dokładnie. 
Wrzasnęłam w przestrzeń rozkładając ręce na boki i rzuciłam się na tego dupka. Złapałam go za szyję a mnie złapały i odciągnęły czyjeś silne ręce.
-Puść mnie Gabriel! Puść mnie! - wrzeszczałam na brata, który miał tylko stać i patrzeć ale w ostatniej chwili postanowił interweniować. 
-Nie puszczę cię. Zrozum. Nie bądź głupia. Nie możesz mu nic zrobić.
-On chciał mnie dać zakopać żywcem! Najpierw się mną zabawiał a potem chciał wrzucić moje wyczerpane ciało do jakiegoś dołu w ziemi!- krzyczałam i płakałam jednocześnie. - Gabriel! Zrozum mnie. Proszę, zrozum... - mój głos załamał się. Teraz łkałam patrząc zapłakanymi oczami na brata trzymającego mnie za nadgarstki. Po chwili patrzenia na mnie w milczeniu przytulił mnie do siebie bardzo mocno. 
-Jakież to wzruszające.. - prychnął Diego.
-Mówiłem, że ty nie możesz mu nic zrobić ale nie mówiłem, że ja nie mogę. - Gab odsunął mnie od siebie i kopnął w krzesło tak, że poleciało na oparcie a razem z nim na plecy przewrócił się przywiązany Diego.
Stanęłam z założonymi rękami i patrzyłam jak brat daje się ponieść złości i za każdy wymieniony przez siebie powód wymierzał chłopakowi cios. 
Po pięciu minutach wstał, wytarł zakrwawione dłonie o podłogę i podszedł do mnie. 
-Żyje. Później zawieziemy go na policję. - spojrzałam na niego jak na idiotę. - no dobrze, zrobię anonimowe wezwanie i zostawimy im kartkę z wyjaśnieniami, lepiej?
Kiwnęłam głową. 
-No to chodźmy już stąd. Brzydzę się nim. 
Objęłam brata jedną ręką w pasie i wyszliśmy z piwnicy pod opuszczonym magazynem.


Bill:
-Zoey... - jęknąłem rozbudzając się. Miejsce na łóżku obok mnie było puste, zimne. Świadczyło o tym, że moja dziewczyna już od dawna nie leży w łóżku. Było ciemno i chłodno. Niska blondynka siedziała na parapecie zamkniętego okna w jednej z koszulek z logo mojego zespołu, z kubiem herbaty w dłoniach. Wpatrywała się w mrok za szybą a łzy spływały po jej policzkach. Nie zauważyła, że się obudziłem. Wstałem i podszedłem do niej. Przytuliłem ją i pocałowałem w czoło.
-Znowu o tym myślisz... 
W odpowiedzi jej ramiona zaczęły drżeć i usłyszałem cichy szloch. 
-Oj skarbie... - byłem ubrany w ciemnoszary  podkoszulek i jasnoszare dresowe spodnie a i tak było mi zimno. Zadrżałem.-Wracaj do łóżka, przeziębisz się.
Ociągając się zostawiła kubek na parapecie i weszła pod kołdrę. Położyłem się za nią i wtuliłem w jej drobne ciało.
Ostatnio sporo myślała o tym, że Tom i dzieci uciekają, w jakim stanie jest Julka. Obwiniała się o to, że nie było jej wtedy w szpitalu. Płakała całymi dniami i nocami przy herbacie a w wolnych chwilach czytała książki, które jak mówiła pomagały jej się oderwać od swoich a zatopić w cuchych problemach. Szczerze mówiąc wątpię, żeby cokolwiek rozumiała bo ilekroć patrzyłem jej wzrok nie był skierowany na strony książki tylko za okno albo w wyłączony telewizor. 
Nie wiedziałem już co robić, nic nie pomagało. Z niecierpliwością wszyscy czekamy na kolejne wieści od Gabriela, Toma, Julki... Tak naprawdę od kogokolwiek. Ale telefony milczały a skrzynki były puste. 


Georg:
Przewracałem się z boku na bok, nie mogąc znaleźć dla siebie wygodnej pozycji. 
-Przestań się wiercić... - mruknęłaAn przez sen. 
-Nie mogę spać. Mam złe przeczucia, An. Mam złe przeczucia co do Julki. Nigdy się tak o nią nie martwiłem.
-To normalne. Wszyscy się martwimy... Ale czasami mam wrażenie, że to wszystko moja wina. To ze mną mieszkała Amanda, to ja ją poznałam z Billem. 
Wtuliła się we mnie bardzo mocno i westchnęła.
-Nie możesz się za to obwiniać. Nie wiedziałaś, że ona jest chora... 
Tym razem jęknęła zbolała.
-Wiedziałam, że miała problemy. Chodziła do psychologa. Ponoć chodziło o uzależnienie ale teraz nie jestem pewna czy nie chodziło o co zupełnie innego. 
-Możliwe. Dasz radę zasnąć? 
-Jeśli mnie przytulisz i będziesz przy mnie, i również zaśniesz to chyba tak. 
-Będę. Obiecuję. - pocałowałem ją w czubek głowy i jeździłem dłońmi po jej plecach w uspakajającym geście, dopóki nie zaczęła miarowo oddychać. 



Tom:
Kiedy Julia odeszła z parku, wstałem i ruszyłem w stronę hotelu. Dzieci były spokojne, jakby wyczuwając, że stało się coś ważnego. Ich bezzębne uśmiechy były urocze i żałowałem, że nie mogła tego zobaczyć. Ciężko było mi myśleć, że ona naprawdę ma w planach zemstę. Bałem się o nią tak bardzo jak nigdy. Nie wydawała się już tą samą kobietą co wcześniej. Moja Julka była delikatna, wrażliwa, uśmiechnięta. Ta była... Bezwzględna. Miałem nadzieję, że była to tylko maska, że tak naprawdę jest wciąż tą samą osobą zdolną wybaczyć najgorsze krzywdy.
 Zakochałem się w aniele. 
Teraz ten anioł upadł.
A ja mam zamiar odpłacić wszystkim za nawet najdrobniejsze krzywdy, które sprawiły, że ten anioł cierpi.
Bo nie ma nic gorszego niż cierpiący anioł.


******************************
Znowu! Jeeezu, przepraszam, że tak długo! Nie miałam weny :( rozdział nie jest zbyt długi ani jakoś specjalnie zajebisty ale mam nadzieję, że się choć trochę podobał.

sobota, 28 czerwca 2014

12. Walczę aby odzyskać siebie.

Jakiś czas później:
Julka:
Zaczęłam odzyskiwać swoją dawną figurę. Moje ciało było teraz sprawne i zwinne... Ale nie było dnia i nocy, kiedy nie śnił mi się płacz dziecka, kiedy nie budziłam się z zamarłym na ustach krzykiem. 
Dzisiejsza noc nie stanowiła wyjątku. Otworzyłam szeroko oczy i usiadłam na łóżku cała zlana zimnym potem. Blond włosy opadły mi na czoła. Trzęsącymi się zgrabiałymi palcami przeczesałam je do góry. Za oknem błysnęła jasnoniebieska wstęga. Po chwili kolejna. I jeszcze kilka. 
Opadłam na poduszki ciężko dysząc. Znów zastanawiałam się gdzie jest teraz Tom i dzieci. Odepchnęłam się jedną ręką od łóżka i wstałam. Już dawno nie byliśmy z Gabrielem w Rosji. Od tygodnia jesteśmy w Polsce a on uczy mnie samoobrony. 
Przyłożyłam dłoń do chłodnej szyby, za którą szalała burza. Nie wiedziałam, że w tej chwili Tom robi to samo. Nie wiedziałam, że jesteśmy niedaleko.


Tom:

Oparłem jedną dłoń o szybę okienną w pokoju hotelowym a drugą zacisnąłem w pięść. Zagryzłem wargi i oderwałem wzrok od różnokolorowych błyskawic. Podrapałem się po brodzie i usiadłem na skraju łóżka. W tym jednym mieście udało mi się być dłużej niż w ostatnich dwóch. Nie czułem ochoty aby stąd wyjechać. Może dlatego, że byłem tak blisko miasta, w którym wychowała się Julia. A może dlatego, że mi się tu podobało. Czas płynął wolniej, choć tępo życia znacznie przyśpieszyło. Każda minuta była godziną,godzina wiecznością. Ale w tej minucie, godzinie działo się znacznie więcej niż zazwyczaj. Więcej ukradkowych spojrzeń, więcej przyśpieszanego kroku, więcej niepokoju, więcej zmartwień. A przecież byłem gwiazdą rocka. Seks, muzyka i whiskey. A teraz pościgi, uciekanie, obrona bliskich. Nawet nie zdałem sobie sprawy jak szybko moje gwiazdorskie życie pełne rozkoszy i uniesień zamieniło się w film akcji. Co by było gdybym nigdy nie poznał Julki? Na pewno do tej pory byłbym psem na baby, codziennie z inną w łóżku. Na pewno nie dostałbym po mordzie od Billa za odbicie dziewczyny. Na pewno nie potrafiłbym kochać, znałbym jedynie definicję tego słowa lecz nie wiedziałbym jak użyć go w praktyce. Nie miałbym tego co mam teraz.. Nadzieji, miłośći, niepokoju o osobę, która jest całym moim światem. Wyżej od muzyki, na równi z Billem.  Spojrzałem na dzieci śpiące na łóżku, zaciskające małe piąstki i ssące kciuki. Uśmiechnąłem się i położyłem obok nich. 

Julka:
"Idę zrobić kolejny krok, nie czekaj na mnie", przypięłam kartkę samoprzylepną do lodówki i wyszłam z domu biorąc ze sobą jedynie torebkę, portfel i okulary przeciwsłoneczne. Spojrzałam w lustro. Czarne jeansy rurki podkreślały moje nogi, które już nabrały normalnej masy, czarna bluzka na ramiączkach, duże kwadratowe okulary z ciemnymi szkłami. Włożyłam jeszcze czarne wiązane na kostkach szpilki i wyszłam na ulicę. Musiałam udawać kobietę beztroską, uprzejmą. Lecz w środku moje JA krzyczało, żeby dopuścić je do rozsądku, żeby ujawnić światu wszystkie krzywdy jakie mnie spotkały. Zamiast tego uśmiechnęłam się lekko i dumnym krokiem weszłam do salonu fryzjerskiego.
-Proszę zafarbować na brąz. - powiedziałam siadając na krześle. 

Tom:
Coś kazało mi wyjść z domu, zabrać dzieci do parku. Jakiś natarczywy szept kłujący moje nerwy. Szybkim krokiem pośpieszyłem do parku na krańcu miasta w obawie, że się spóźnię, że szept ustanie. 
Kiedy już tam dotarłem serce podskoczyło mi do gardła. Ubrany w zwykłe sprane jeansy, biały podkoszulek, ciemne okulary i z czapką na głowie cieszyłem się, że nie widać teraz mojej twarzy. Ona tam była. Siedziała na ławce i zza ciemnych okularów czytała gazetę, co chwilę niespokojnie podrywając głowę. W brązowych włosach i okularach zasłaniających całe oczy, prawie ją przegapiłem. A jednak zdradziło ją jedno - kiedy uniosła głowę aby spojrzeć na niebo, krótkie włosy odsłoniły fragment napisu "screamin" za uchem. 
Przyciągnęłem wózek do ławki i usiadłem obok. Złapałem jej palce w swoje dłonie a ona nie odrywając wzroku od drzew przed sobą zapytała:
-Jestem aż tak przewidywalna?
-Zdradził cię tatuaż. 
Uścisnęła mocno moje palce.
-Kiedy znów się zobaczymy? - zapytałem cicho.
-Nie długo. Najpierw muszę coś załatwić. - kiedy powiedziała "coś" przez mój kark przeszedł dreszcz strachu. Czułem, że mówiąc coś,ma na myśli kogoś. 
-Nie zrób nic głupiego. - poprosiłem.
-Opiekuj się dziećmi. Kiedy będzie pora spotkamy się. Żegnaj...
Puściłem jej dłoń a ona wstała. Przechodząc obok wózka westchnęła i zakryła usta dłońmi aby zdusić płacz. 
Czułem, że mówiąc żegnaj, zdusiła w sobie resztkę zdrowego rozsądku. Tylko... Miałem wątpliwości czy zrobiła to aby mnie chronić czy stało się to czego się obawiałem... Czy żądza zemsty opanowała już moją żonę....? Jeśli zrobi coś głupiego, jeśli zemści się za swój ból... Ile osób na tym ucierpi?
Powinienem ją wtedy zatrzymać ale nie zrobiłem tego. Siedziałem jak wmurowany patrząc jak odchodzi. 

niedziela, 22 czerwca 2014

ZWIASTUN

Cześć ludzie! Tak jak obiecałam, jest rekompensata ^^ Oto zwiastun stworzony z wielką pomocą mojej kochanej starszej siostry <3 miłego oglądania!

video 


sobota, 21 czerwca 2014

INFORMACJA

Blog nie został zawieszony :) jeśli zrobiliście :ufff to jestem zadowolona :) nieobecność wynagrodzę wam... zwiastunem bloga! Który pojawi się już wkrótce <3

sobota, 24 maja 2014

11. Ucieczka.

Julka:
Przetarłam ciało miękkim białym ręcznikiem i powoli zaczęłam osuszać nim włosy. Jak dobrze było znów poczuć dotyk tego materiału i móc otulić się nim. Poczuć wodę, w której się zanurzasz. Brakowało mi tego ale wcześniej o tym nie myślałam. Gabriel był ze mną cały czas ale ja CHCIAŁAM umrzeć. Wiem, to samolubne ale tak było. Nie mogłam znieść  więcej poniżania, bicia i dotyku cudzych rąk na moim ciele. To był najgorszy z moich koszmarów i nigdy się z niego nie otrząsnę.
Dokładnie zmyłam cały kurz, bród i pot z mojej skóry i włosów. Zajęło mi to ponad dwie godziny. W tym czasie, z kuchni obok dochodziły odgłosy uderzających o siebie garnków, patelni, otwieranych szafek. Wreszcie opuściłam ręcznik tak, aby opadł mi na kostki i stanęłam przed wysokim lustrem, w którym mogłam się cała przejrzeć. Po sekundzie zamknęłam oczy i odwróciłam się do lustra tyłem. Ślady przeszłości zostają na naszych ciałach jak blizny, które przypominają nam o tym o czym wolimy zapomnieć.

-Już? No to chodź do stołu. - Gabriel skierował mnie do salonu gdzie na stole czekała kolacja. Usiadłam niepewnie na krześle i włożyłam za ucho kosmyk jeszcze mokrych włosów. Brat czekał aż sama mu powiem co się działo, choć pewnie się tego domyślał. Spuściłam wzrok na bose stopy na których wyraźnie odznaczały się błękitne linie żył i czerwone kreski po zadrapaniach i rozcięciach. Uniosłam głowę i zobaczyłam, że Gabriel z troską wypisaną na twarzy przypatruje mi się. Westchnęłam i wzięłam do ręki widelec, na który nabiłam kawałek ziemniaka i świeżej mizerii.
-Gabriel...
-Ciii... na razie nie mów nic. Jedz. Pogadamy później. Mam kilka wiadomości i coś czuję, że raczej nie będziesz zachwycona. -spojrzał na mnie nie wiedząc czy kontynuować wypowiedź. Wreszcie zrezygnował i sięgnął po szklankę z wodą.
Godzinę później usiedliśmy na kanapie w salonie i zaczęliśmy długo zapowiadającą się rozmowę.
Pozwoliłam bratu, aby zaczął. Sama musiałam jeszcze uporządkować w głowie to co chcę mu powiedzieć, zatajając bardziej drastyczne tematy.
-Nie wiem nawet od czego zacząć. Znalazłem cię dzięki tacie. Gdzieś, dokładnie nie wiem gdzie, masz wszczepiony nadajnik. Nie patrz tak na mnie, serio, nie wiedziałem o tym!
-Mów dalej.
-Bardzo długo jechałem za wami, w końcu skontaktowałem się z Tomem...
Na dźwięk imienia ukochanego otworzyłam szeroko oczy i uchyliłam usta.
-Czy on wie o ....? - spuściłam wzrok na sine ślady długich palców odciśniętych na moich udach.
-Nie. Ale... Georg wie. Tom razem z Andrew i Kate wyjechali. Kazałem im wyjechać. Amanda powiedziała, że po nie wróci.
Zacisnęłam wargi w wąską kreskę. Nie pozwolę jej na to.
-Nie zrobi tego. - powiedziałam ze złowrogim uśmiechem. - znajdę ich pierwsza....


Dwa dni później:
-Gabriel... PROSZĘ! Pozwól mi!
-Julka! Nie! Coś ci się stanie.
-Muszę się jakoś nauczyć walczyć! A ty... uczyłeś się tego! - od wczoraj namawiałam brata aby nauczył mnie walczyć i strzelać z broni.
-Nie wiem. Naprawdę nie wiem Jula, nie wiem czy powinienem. To jest niebezpieczne.
-Ale ja muszę się tego nauczyć! - spojrzałam na niego zapłakanymi oczami. Chciałam zemsty. Chciałam. Musiałam.
Westchnął i potarł palcami skronie.
-No dobrze.
-Kiedy zaczynamy? - klasnęłam w dłonie uradowana i podskoczyłam jak dziecko.
-Najlepszy chyba będzie termin "od zaraz".


Warknęłam kiedy znów upadłam na matę rozłożoną w sali treningowej w mieście. Mój strój składał się z legginsów do połowy łydki, czarnej bluzki z długim rękawem a nadgarstki miałam obwiązane bandażem.
-Kiedy już wrócisz do normalnej formy to będziemy trenować dużo ostrzej, na razie podstawowe chwyty i blokady, które może zrobić nawet mała osłabiona dziewczynka.
Stanął nade mną z założonymi rękami. Niedawno przefarbował włosy na blond. Teraz te blond włosy opadały mu na czoło nadając jego twarzy bardziej dominujący wyraz. Podczas gdy ja byłam spocona i wyczerpana po nim nie ściekała ani kropla potu. Szary podkoszulek opinał mu mięśnie brzucha. Zachowywał się jak profesjonalny trener. Z jękiem podniosłam się z podłogi, która pachniała potem i gumą.
-Spróbuję cię uderzyć a ramię. A ty masz jakoś zatrzymać atak.
Patrzyłam jak on ustawia się w pozycji. Jedna noga lekko do przodu, ramiona luźno, mięśnie napięte i... cios.
Poczułam jak moja ręka zaciska się w okół jego nadgarstka i moje paznokcie wbijają się w jego skórę robiąc w niej delikatne nacięcia.
-Duży plus, długie paznokcie. Korzystaj z nich. Brawo.
Nawet nie widziałam kiedy - znów leżałam na macie.
-Jak? - zapytałam podnosząc się na łokciach.
-Nie myśl, że kiedy zatrzymasz jeden atak, drugi nie pójdzie w ruch. Bądź przygotowana. Obserwuj.
Odszedł w stronę maszyny z wodą a mi kazał porozciągać nogi. Uniosłam jedną nogę do góry, przyciągnęłam ją do klatki piersiowej na drugiej stałam przez 10 sekund. Z zamkniętymi oczami zrobiłam wymach ręką. Poczułam jak łokieć uderza w coś miękkiego a sekundę po tym coś upadło z hukiem na matę.
-Chciałeś mnie zaskoczyć? - zapytałam unosząc brew. Gabriel leżał na plecach patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami.
-Masz mocny prawy łokieć, to twój kolejny atut w walce. - wstał masując sobie obolałe miejsce koło żeber. -Na dzisiaj koniec. Wracajmy do domu.

Tom:
Szedłem szybkim krokiem  przez miasto cały czas rozglądając się na boki. Zostawiłem dzieci na pięć minut z sąsiadką mieszkającą piętro wyżej, miła straszą panią mówiącą po angielsku aby móc pójść do sklepu po mleko i coś do jedzenie.
Kiedy wszystko kupiłem pobiegłem z powrotem do bloku. Po schodach zbiegła zakapturzona postać potrącając mnie. Przyśpieszyłem i ciągnąc za sobą siatki, które zostawiłem później pod drzwiami nowego mieszkania wbiegałem po dwa schody. Dopadłem drzwi sąsiadki i zapukałem nerwowo.
-O. Szybko pan wrócił. Proszę wejść. - otworzyła szerzej drzwi.
-Nie widziała pani nikogo kręcącego się pod blokiem? - zapytałem po angielsku, jedynym języku, w którym mogłem się ze straszą panią dogadać.
-A wie pan, był tu taki jeden. Pytał o niejakiego Toma. Ale nikt taki się tu nie wprowadził więc odprawiłam go z kwitkiem.
Ukryłem strach pod uśmiechem i poszedłem po dzieci do salonu. Wziąłem je na ręce i zniosłem na dół dziękując kobiecie za pomoc.
Ułożyłem Kate i Andrew w łóżku a sam drżącymi rękami wyciągnąłem walizkę spod szafy i  byle jak wrzuciłem do niej wszystkie nasze rzeczy.
Jutro już miało tu nas nie być.
Szybko działają. Dwa dni wystarczyło aby znaleźli mnie w Polsce. A nawet jeśli nie oni to zawsze lepiej dmuchać na zimne. Musimy się stąd wynieść.
Pod osłoną nocy włożyłem foteliki do samochodu i odpaliłem czarnego cadillaca. Gwiazdy oświetlały mi drogę milionami świateł. Z kapturem na głowie odjechałem spod bloku w kierunku bliżej mi nie znanym.
-Spójrz w gwiazdy. -siedziałem z moją ukochaną na plaży obejmując ją ramieniem.
-Dlaczego?-zapytała.
-One nie gasną
. Są z nami zawsze, zawsze któraś wskaże ci drogę do mnie. -wskazałem jej gwiazdę, tą, która świeciłą najmocniej. - Moja miłość do ciebie jest jak ta gwiazda. Będę nawet jeśli mnie nie zobaczysz. Będę nawet jak zgaśnie w nas ogień.




Julka:
O piątej rano obudził mnie trzask uderzających o siebie patelni. Spojrzałam zaspanymi oczami na brata i z miną "Co ty robisz, idioto?" uniosłam się na rękach. Usiadłam na łóżku i doszłam do wniosku, że jego wyszczerz nie wróży nic dobrego. Ubiór też nie. Chłopak miał na sobie szare dresy i koszulkę z długim rękawem. Na dworze już świtało.
-Idziemy biegać. - oświadczył. Zdawało mi się, że kompletnie zapomniał o tym co przeszłam. I dobrze, też chciałam zapomnieć. Wszystko na razie zaćmiewała mi żądza zemsty. Przecież oni też się szkolili. Teraz moja kolej.
Wstałam, wciągnęłam na siebie szybko jakieś ciuchy i razem z bratem wyszliśmy na polną dróżkę. Zaczęłam biec, czułam pod podeszwami tenisówek każdy kamień, każdą gałązkę. Coraz trudniej było mi złapać oddech. Po kilometrze miałam wrażenie jakby moje płuca zalała lawa, jakby palił je od środka ogień a moje nogi były zrobione z ołowiu i każdy krok miał byś awykonalny. Zacisnęłam ręce w pięści i biegłam mimo wyczerpania fizycznego. Gabriel dostosował się do mojego tempa i biegł koło mnie truchtem jakby jemu to sprawiało przyjemność.
Wyszłam z domu i pobiegłam w bliżej nie znanym mi kierunku. Biegłam prosto przez pół godziny, czując na sobie spojrzenia innych ludzi. W pewnym momencie zawróciłam i pobiegłam w drogę powrotną. Moje zwycięstwo, nie zgubiłam się. Normalnie cud. Pierwszy dzień w Loitsche. Pierwsze co zrobiłam to poszłam pobiegać miastem. Wtedy było to przyjemne. Miałam 16 lat. Teraz mam 21. Minęło pięć lat odkąd jestem z tymi ludźmi, których kocham. Nie było mnie z nimi dwa miesiące. Jednego wcale nie pamiętam. Drugi wypełniony był pustką i bólem. Dni mijały. Mnie nie było. Czasami w nocy wydawało mi się, że słyszę płacz dzieci, że nie mogę do nich iść. A potem.. nagle.. wszystko się urywa. Nie ma już nic. Tylko chłód nocy i ból świeżych ran.


wtorek, 13 maja 2014

10. Otul mnie swoim ciepłem.

Gabriel:
Położyłem wątłe ciało brudnej, wychudzonej blondynki na fotelu. Gdy do moich i jej uszu doszedł warkot włączanego silnika i ruszyłem na drogę, zamknęła oczy a po jej policzku zaczęły płynąć gorzkie, wielkie łzy. Otuliła się ramionami, prawie bez czucia. Wyglądała tak, jakby uszło z niej całe życie. Otworzyła nagle wielkie, przestraszone oczy.
Kiedyś szaro-niebieskie, dziś wydawały się przeraźliwie błękitne i zamglone, teraz dodatkowo poprzecinane czerwonymi od płaczu żyłkami i spuchniętymi powiekami. Patrzyła przed siedzie opierając brodę na kolana i patrząc tępo na dwupasmową drogę jakby była jej ostatnią nadzieją. Ciężko było wyczytać z jej twarzy coś więcej niż bezgraniczne zmęczenie i frustracje. Nagle jej oczy zaszkliły się i wypełniły po brzegi łzami. Zaczęła krzyczeć, że nie chce, żeby ją zostawił.
Zatrzymałem samochód na środku drogi i delikatnie, bojąc się, że jak zrobię to mocniej rozpadnie się jak krucha porcelana, złapałem ją za ramiona i zmusiłem by popatrzyła mi w oczy, tego samego koloru co jej - kiedyś.
-Co on ci zrobił, Jula?
-Nie... nie.. nie.. - powtarzała gorączkowo.
-Jula...
-Jedźmy.. proszę..
Westchnąłem i choć wiedziałem, że nie powiniem był tego robić, odpaliłem samochód i ruszyłem w stronę wynajętego wcześniej domku na fałszywe nazwisko.
Otworzyłem drzwi Julce i wziąłem ją na ręce. Kopniakiem otworzyłem frontowe wejście i ułożyłem ją na kanapie. Sam udałem się do łazienki, napełniłem wannę gorącą wodą nalewając do niej dwa ulubione olejki siostry. Cytrynowy i różany.
Wróciłem po Julkę, a ona podpierając się o moje ramię weszła do łazienki. Próbowała zdjąć z siebie ubranie ale przy każdym ruchu syczała z bólu więc ostrożnie zdjąłem z niej szpitalną koszulę i bieliznę. Gdy stanęła przede mną zupełnie naga, z trudem stłumiłem okrzyk przerażenia. Wokół ud miała siniaki w kształcie zaciśniętych mocno palców. Te same siniaki były na jej karku, pośladkach, piersiach i biodrach. A to mogło oznaczać tylko jedno.
Z trudem przełknąłem ślinę i spojrzałem jeszcze raz na jej posiniaczone, zbeszczeszczone ciało. Jej krzyk w samochodzie. Ona się bała. Bała się Diego i tego co jej robił.
Powoli mrugnęła, jakby w zwolnionym tempie i kiedy spojrzała w dół, na swoje uda jej fwarz wyrażała obrzydzenie.
Szacunek.
To właśnie prawdopodobnie straciła. Straciła, bo nie ma przy niej Toma, mężczyzny, który mógłby jej ten szacunek oddać jednym gestem.

Zoey:

Wtuliłam się mocniej w ramiona Billa. Odkąd Tom wyjechał, wszyscy chodzili spięci i zdenerwowani. Nie wiedzieliśmy co się z nim dzieje. Wyłączył komórkę. Ze wspólnego konta bliźniaków, wybrał sporo pieniędzy. Około jednego miliona. Musiało mu to starczyć na długi czas gdyż nie mógł korzystać z karty i musiał płacić za wszystko gotówką. Bill przytulił mnie do siebie z nieobecnym wyrazem twarzy. Między brwiami pojawiła mu się zmarszczka i co chwila przegryzał wargi.
Nie chciałam mu przeszkadzać ale potrzebowałam czyjegoś ciepła. W końcu, to moja przyjaciółka została porwana. Została porwana osoba, którą kocham, z którą spędziłam wiele wspaniałych chwil, nocnych szczerych rozmów, spacerów i wypadów do toalety ( kobieca tradycja).
Z moich oczu popłynęły łzy, wszystko nagle stało się niewyraźnym konturem rzeczywistości. Bill jakby się ocknął i starł mi łzy z policzków za pomocą kciuków. Następnie przyciągnął mnie do siebie tak, że siedziałam na jego kolanach, wtulona w jego klatę a on sam obejmował mnie trzymając brodę na czubku mojej głowy.

Tom:
Spacerowałem po parku z czarno-czerwonym wózkiem. Mój image został brutalnie usunięty. Rozpuściłem warkoczyki, wyjąłem kolczyk z wargi, zacząłem nosić jeansy a na twarzy zawsze były okulary przeciwsłoneczne. W uchu pojawił się rozpychacz do tuneli. Dzieci -Andrew i Kate- dawały mi pozór spokojnego, normalnego ojca. A tak naprawdę nie znałbym się na niczym gdyby nie to, że kilka lat temu za namową Billa zaczęliśmy się zajmować dziećmi naszej ciotki. I chociaż kiedyś zwyzywałem go za to, dzisiaj byłem mu ogromnie wdzięczny.
Spojrzałem na śpiące bliźniaki i uśmiechnąłem się do siebie. Ich twarze okolone krótkimi blond włosami wyglądały jak twarze tych małych aniołków z obrazów. Spokojne, zielone oczka Andrew i brązowe Kate wpatrywały się we mnie ze stoickim spokojem i dziecinną ufnością.
Spacerowałem spokojnie ubitymi z ziemi dróżkami i z ciekawością przysłuchiwałem się gwarem polskiego języka, w którym czasami Julka porozumiewała się z siostrą albo przyjaciółkami.
Usiadłem na drewnianej ławce i wyjąłem z kieszeni wyłączoną komórkę. Powoli obracałem ją w palcach i przypominałem sobie wszystkie nasze kilkugodzinne rozmowy kiedy nie było mnie przy niej. Czułem się malutki, choć na codzień królowałem na scenie z gitarą a miliony kobiet rzucały mi się do stóp. Dzisiaj byłem wierny tylko jednej, niepowtarzalnej kobiecie. I to właśnie dlatego, że jej nie ma czuję się taki malutki, samotny. Bezimienny.
Tu gdzie byłem ludzie nie rozpoznawali we mnie Toma Kaulitza. Mijali mnie obojętnie, raz po raz zaglądając do wózka i uśmiechając się słodko do dzieci. Teraz musiałem udawać normalną, zwyczajną osobę. Teraz mogłem mieć taką codzienność jak kiedyś miała Julka. Jaką ja miałem kiedyś a jaką straciłem w wieku 14 lat.

Georg:
-Iv? - wszedłem do pokoju Gustava a brunetka kiwnęła głową i wyszła zostawiając mnie samego z przyjacielem.
-Co cię gryzie, stary?- zapytał blondyn klepiąc pościel obok siebie.
Usiadłem i powiedziałem:
-Gabriel dawno nie dzwonił.
-Wiem. Może planuje jak zabrać Julkę?
-Mógłby przynajmniej zadzwonić i powiedzieć co zamierza. - westchnąłem.
-Georg!- do pokoju wleciała zdyszana Mercedes. -Gabriel dzwoni i chce z tobą porozmawiać.
Pędem zbiegłem ze schodów i rzuciłem się do telefonu.
-Halo?
-[...] - zamarłem ze słuchawką przy uchu, która po chwili upadła na podłogę.
Rozległ się dźwięk przerwanego połączenia a ja usiadłem na fotelu w salonie i szeroko otwartymi oczami patrzyłem w przestrzeń. Nie mogłem zrozunieć tego co mi powiedział a bynajmniej nie chciałem dopuścić do siebie tego przekazu. Moja mała dziewczynka.. moja mała siostrzyczka... mój skarb. Jak...?!
Chciałem wstać i zacząć krzyczeć, chciałem zamordować osobę, która tak ją skrzywdziła. Nie wyobrażałem sobie co ona może teraz czuć. Wiedziałem co ja czuję. Obudziły się we mnie wszystkie negatywne emocje, które skierowałem na tego ochydnego typa, który pozbawił Julkę szacunku do siebie i do swojego ciała. Teraz powinien ktoś przy niej być. I chyba dobrze, że padło na Gabriela. Gdybym to był ja albo Tom i Bill, zawrócilibyśmy tam i zabili gnoja. A Gabriel zostawił zemstę na później. Najważniejsza była Julia.